intro

Zdzierca



Rok 1982 nie był wesoły w grajodole nad Wisłą (tak jakby wesoły był jakikolwiek inny). Permanentny kryzys i komunistyczne wynalazki na jego rozwiązanie, które oczywiście do niczego nie prowadziły, bo jedyną receptą na kryzys było po prostu pożegnanie się z komunizmem. „Rozkwit” stanu wojennego (bo w 1981 roku na rozkwitnięcie było tylko 19 dni, więc raczej było to pączkowanie), szarość i bieda. „Chłodno, głodno, ch…owo” – jak głosiło hasło w starej grze komputerowej „Rezerwowe psy”.

Jednym z niewielu jasnych punktów tego roku było to, że ukazała się książka „Limes inferior” – opus magnum Janusza Zajdla. Oczywiście, jak to w komunizmie – po „Limes inferior” wydane zostały jeszcze dwie powieści Zajdla: „Wyjście z cienia” i „Cała prawda o planecie Ksi”. Napisane oczywiście przed „Limes inferior”, ale wydane później. Ot, taki kaprys wydawniczy.

Nie miejsce tu na streszczanie fabuły książki (w końcu nie jest to lektura szkolna, dla poznania której wystarczy przeczytać jednostronicowe streszczenie). Ale warto zwrócić uwagę na jeden element, wymyślony przez Janusza Zajdla: klucz.

Autor nazwał kluczem urządzenie, posiadane obowiązkowo przez każdą osobę. Klucz był identyfikatorem jego właściciela, wskazywał na kategorię danej osoby (każda osoba miała nadawaną kategorię, zgodną z jej zdolnościami intelektualnymi), w kluczu gromadzone były zasoby pieniężne, za pomocą klucza można było także tymi zasobami pieniężnymi płacić. A więc bez klucza życie może nie było niemożliwe, ale cholernie trudne.

Przy czym w świecie powieści nie występuje pieniądz w postaci materialnej, lecz jego rolę pełnią tzw. punkty. Wartość punktów zależała od koloru (o ile dobrze pamiętam, największą wartość miały punkty żółte), a punkty gromadzone były w kluczach.

Klucz wykrywał linie papilarne i działał wyłącznie wtedy, gdy był trzymany przez właściciela.

Ale także takie zabezpieczenie można obejść – w świecie powieści pojawiają się (opisani przez głównego bohatera) przestępcy nazywani zdziercami. I nazwa dokładnie opisuje sposób ich działania. Zdzierca zdziera skórę z dłoni ofiary i naciąga na własną dłoń po to, żeby móc korzystać z jej klucza. Oczywiście przez krótki czas, dopóki skóra jest jeszcze ciepła i nie zaczęła się rozkładać na tyle, że linie papilarne uległy deformacji 😉

I teraz krótka paralela. Czy klucz nie przypomina niepokojąco smartfona? Można nim płacić, można się identyfikować – zdaje się, że w którymś z krajów bałtyckich smartfon zastępuje już dowód osobisty, ale u nas można za pomocą smartfona np. kupować bilety (kolejowe, lotnicze, na imprezy) w formie plików, a smartfon faktycznie identyfikuje nabywcę, dając uprawnienie do wejścia na imprezę czy pokład samolotu. Dla wielu także, nie ma życia bez smartfona. A czy zajdlowe punkty, nie przypominają niepokojąco bitcoina i innych kryptowalut, których istotą jest, że nikt nawet nie udaje, że waluty te mają pokrycie w czymkolwiek, niekoniecznie nawet w złocie. A ostatnim krzykiem technologii smartfonowej, jest identyfikacja użytkownika według linii papilarnych – dokładnie tak, jak w przypadku klucza.

Chyląc czoła przed geniuszem Janusza Zajdla, czekam więc na pojawienie się pierwszego zdziercy.

Nebelwerfer

P.S. Absolutnym dla mnie Everestem streszczeń, jest przeczytane gdzieś w necie streszczenie „Władcy pierścieni”:

„Pewien Hobbit musi wrzucić pewien pierścień w pewną dziurę. Dziura jest cholernie daleko, dlatego zajmuje mu to trzy tomy, ale w końcu się udaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *