intro

Sceny z życia prawnika. Klienci (1)



Klienci są solą prawniczego fachu. Podobnie zresztą jak większości innych zawodów. Specyfika tej profesji powoduje jednak, że chyba wśród prawniczych klientów występuje zdecydowana nadreprezentacja wszelkiego rodzaju dziwolągów. Owszem, zdarzają się ludzie normalni, albo nawet nad wyraz normalni, np. dopominający się o wystawienie faktury. O tych jednak pisać nie warto, bo to jedna wielka nuda. Ciekawsze są za to różne klienckie wynalazki. W końcu w kinie także wolimy oglądać Hannibala Lectera, a nie uczciwego, dobrego i zacnego księgowego z Gorzowa Wielkopolskiego. A więc – do dzieła! Poniżej próba klasyfikacji klientów.

Sklerotyk

Utrapienie i powód rwania włosów z głowy. Oczywiście z głowy prawnika, do którego sklerotyk trafi. I oczywiście własne kudły rwie sam prawnik, choć przydałoby się mocno wyłysić durny łeb sklerotyka. Jak sama nazwa wskazuje, sklerotyk zapomina. Na nieszczęście, zapomnienie dotyczy otrzymywanej przez sklerotyka korespondencji – zazwyczaj z sądu lub z urzędu. Sklerotyk dostaje coś i z miejsca o tym zapomina. Sklerotyk nie wyrobił sobie dwóch zdrowych odruchów: zapisywania (np. na kopercie) daty odbioru listu lub natychmiastowego informowania swojego prawnika (o ile takiego ma) o otrzymaniu listu i jego treści. Jednocześnie sklerotyk po jakimś czasie zaczyna mieć olśnienia: w sposób cudowny (a jest to często cud na miarę rozmnożenia chleba) przypomina sobie, że „coś przyszło”.

Być może postawa sklerotyka wynika z atawistycznego pragnienia bezstresowego życia. W końcu wypieranie informacji o niemiłych sprawach (a listy z sądu lub z urzędu rzadko zawierają sprawy miłe) powoduje, że przez znaczną część swojego życia żyje on w błogiej nieświadomości. Nieświadomość dotyczy zarówno istnienia problemów, jak i ich konsekwencji. Oczywiście im większa błogość, tym bardziej bolesny bywa kop w tyłek (w najlepszym razie), który z tej nieświadomości prędzej czy później sklerotyka wytrąca.

Pierdoła

Czyli biznesowy nieudacznik. Osoba, która nigdy nie powinna zajmować się biznesem, bo po prostu tego nie potrafi. Od dziecka (patrz niżej) odróżnia go przekonanie, że jednak coś potrafi, nawet jeżeli jest to umiejętność forsowania drzwi otwierających się na fotokomórkę. Jest to jednak przekonanie kompletnie nieuzasadnione. Pierdoła robi kardynalne, głupie i często oczywiste błędy, jednakże nie posiadła umiejętności uczenia się ani na błędach cudzych, ani tym bardziej na własnych. Pierdoła nie jest wymarzonym klientem, gdyż przekonanie o własnej wielkości pcha ją często w bezsensowne i trudne do wybrnięcia sytuacje. Na szczęście pierdoła nie jest specjalnie roszczeniowa i nie ma pretensji, gdy z tych kłopotów nie uda się jej wyciągnąć.

Strażak

Co robi prawdziwy strażak? Pędzi do pożaru i ten pożar gasi, zazwyczaj lejąc wodę z sikawki. Co robi klient – strażak? Informuje o nagłym i groźnym pożarze, który wymaga błyskawicznej prawniczej interwencji. A kiedy już rzucając wszystko i narażając się na gromy innych klientów temat załatwimy, strażak leje. Oczywiście leje na pożar, prawnicze wypociny i samego prawnika. Bo temat wcale nie był tak pilny, jak się wydawało i mógł spokojnie przeleżeć tydzień lub dwa. Pocieszające jest to, że taki strażak zazwyczaj nie nosi kasku. Tak więc zdrowe grzmotnięcie w pusty łeb, które mu się należy, powinno być odpowiednio bolesne.

Ofiara wymiaru sprawiedliwości

Ofiara zazwyczaj zjawia się ze sprawą skomplikowaną i rozgrzebaną, którą prowadziło już wielu prawników. Często pojawia się na etapie konieczności pisania apelacji lub skargi kasacyjnej. Ofiara została pokrzywdzona przez los totalnie, gdyż jest głęboko przekonana, że sąd jest głupi i niesprawiedliwy (a czasem wręcz przekupny), biegli na niczym się nie znają, a pełnomocnik, który dotychczas prowadził sprawę to idiota, nieudacznik, albo wziął kasę od drugiej strony. Jednym słowem ofiara pozostaje w głębokim przekonaniu, że przemieliły ją tryby niesprawiedliwego wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście, nas traktuje początkowo z pełną atencją. Schody zaczynają się chwilę później. Ofiara jest roszczeniowa i oczekuje Bóg wie czego, a najlepiej cudu. Często niezadowolona ofiara (a zadowolić ją, to naprawdę duża sztuka) zmywa się, a w ramach wynagrodzenia rozpowiada, jacy to z nas nieudacznicy lub przekupne dranie.

Dziecko

Podstawową cechą dziecka jest bezradność i totalny brak ogarnięcia. Nie jest to problem oseska, który wali tylko w pieluchę, ale kilkuletniego dziecka, nie do końca panującego nad materią i energią. Czyli raczej dziecka we mgle. Przy czym dziecko jest stanem ducha, a nie ciała: dzieckiem może być zarówno 18-latek próbujący rozkręcić swój pierwszy biznes, jak i stateczny 50-latek, który startuje z dziesiątym biznesem, pomimo, że pokazowo położył dziewięć poprzednich.

Na plus dziecka należy zapisać, że dziecko – w przeciwieństwie do pierdoły – jest świadome swojej totalnej niewiedzy i bezradności.
Dziecko jest dobrym klientem, bo często problemy, z którymi przychodzi do prawnika, są problemami na poziomie prawniczego elementarza – szybkie i proste do rozwiązania, często od ręki. Oczywiście absolutnie nie wolno o tym mówić – w końcu nie jesteśmy samobójcami i nie zamierzamy pracować za stawkę, która nie wystarczy na przysłowiowe waciki lub zapałki. Dlatego dziecięce problemy należy rozwiązywać, rezerwując odpowiednią ilość czasu i za odpowiednio godziwą stawkę.

Dziecko często występuje w kombinacji ze słupem – wtedy zazwyczaj jest to żona/konkubina/kochanka, będąca twarzą biznesu, za którym w rzeczywistości stoi mąż/konkubent/kochanek. Efekty takiej symbiozy zazwyczaj są opłakane dla słupodziecka. Efektem pracy takiego tandemu jest to, że całe ryzyko ponosi słupodziecko, a zysk osiada u partnera.

Stary dowcip: co jest najważniejsze w pozycji od tyłu? Być zawsze z tyłu.
Obrazowo rzecz biorąc, słupodziecko jest zawsze z przodu.

Kłamca

Kolejne prawnicze utrapienie. Kłamca zapomina (a w zasadzie nie przyjmuje do wiadomości), że prawnik jest jak ksiądz w czasie spowiedzi. Więc o ile prawnik chleje, klnie i chędoży, o tyle powinno mu się mówić prawdę – z pożytkiem dla siebie. I wszystko, co powiemy prawnikowi, u prawnika pozostaje – tak przynajmniej powinno być. Tyle, że kłamca tego nie przyswaja, gdyż kłamstwo ma we krwi. Więc kłamie nie tylko innym, ale także swojemu prawnikowi i nawet w sytuacji, gdy jest to kompletnie niepotrzebne. Kłamie w sprawach drobnych lub fundamentalnych. I przez to bardzo często pakuje nas na fatalne miny, które jak to miny – zazwyczaj wybuchają gównem prosto w prawniczego ryja. Często na sali sądowej, gdzie tylko szybki refleks lub alarm bombowy może nas uratować. Kłamca jest więc dobrym klientem wyłącznie dla osób o silnych nerwach, ewentualnie dla miłośników starej gry „Saper”.

Oszust

Oszust może być zaawansowaną odmianą kłamcy, a może nie mieć z nim nic wspólnego. Kłamca definiowany jest głównie na linii prawnik – klient. Jeżeli więc klient jest nieszczery i coś przed prawnikiem ukrywa – jest kłamcą. Jeżeli jest nieszczery do potęgi – jest głupim f…em i oszustem.

Ale jest też odmiana oszusta szczera wobec prawnika. Ale już nie wobec partnerów (frajerów) biznesowych lub nieświadomych niczego i niewinnych ofiar jakiejkolwiek współpracy z oszustem. Oszust prowadzi biznes tylko po to, aby w odpowiednim momencie wyprowadzić z niego pieniądze i zostawić długi. Oszust jest oszustem z wyboru, który od początku zakłada zrobienie przewału, a nie z przypadku, kiedy ktoś korzysta z nadarzającej się okazji.

Współpraca prawnika z oszustem wymaga więc wyłączenia sumienia i pokrycia się odpowiednim impregnatem. Oczywiście najlepszy będzie teflon lub gore-tex. A jeszcze lepsze rżnięcie głupa, co powinno nam przychodzić bez trudu. Należy jedynie wykazać się wzmożoną czujnością, gdyż oszust lubi oszukiwać także swoich prawników. W sumie dlaczego niby miałby robić w tym zakresie jakieś wyjątki? Konsekwencja jest cechą, którą należy cenić.

Oszust kaskadowy

Zawodowy oszust, prawdziwy spec i szachista w swej profesji. Cel jego działania nie jest tak banalny jak rozwinięcie biznesu i czerpania z niego korzyści. Od tego są tabuny frajerów. Celem oszusta kaskadowego jest pokazowo piękny start biznesowy, rozgrzebanie tematów, wzięcie wynagrodzenia za nic i szybka ucieczka z pieniędzmi. Oszust kaskadowy nigdy nie jest w stanie niczego zbudować, bo nie tylko tego nie potrafi, ale także nie chce i nie ma tego we krwi.
Jednocześnie oszusta kaskadowego od zwykłego oszusta odróżnia umysł szachisty – z góry obmyśla kilka posunięć do przodu. Prowadząc jeden biznes nie myśli tylko o tym, jak skutecznie go przekręcić, ale już rozkręca co najmniej jeden następny.

Oszust kaskadowy to świetny klient dla prawnika, jeżeli sumienie potrafimy chować do kieszeni. Ale takie chowanie to w końcu podstawowa umiejętność prawnika.
Z uwagi na zakres działalności, oszust kaskadowy obsługi prawnej potrzebuje stale. Mnogość związywanych przez niego spółek, transakcji, uchwał, wnoszonych i przeszacowanych aportów itd., powoduje, że taka obsługa jest mu po prostu niezbędna. Co więcej, nauczył się, że na prawnikach oszczędzać nie warto. I ponieważ jego działalność nie sprowadza się do jednorazowego przewału, małe są szanse, że nas oszuka – w końcu na horyzoncie rysują się już przewały następne, do których obsługa prawna także będzie potrzebna.

Megaoszust.

Jedyny. On wie, że nim jest.

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *