intro

Plagiat nasz powszedni



Prawo autorskie to jedna z najbardziej ekspansywnych dziedzin prawa.
Okazuje się, że wymyślenie czegoś, co uważamy za oryginalne, może być dopiero początkiem drogi przez mękę. Bo może okazać się, że ułożoną przez nas melodię na miarę nieszczęsnych Jingle Bells (tfu, a kysz!) już 5 lat wcześniej nucił, do niedawna jeszcze anonimowy, śmieciarz z Bostonu, na co oczywiście ma dwa bataliony świadków. I co mu zrobisz, poza dopisaniem autorstwa i odpaleniem udziału w tantiemach? Niewiele, poza daniem zarobku prawniczej braci.

Procesy o plagiat nie są specjalnie lubiane przez tzw. media. Krwi tu nie ma, spermy też raczej nie, więc nie kręcą przeciętnego widza/czytelnika. Zdecydowanie przegrywają z morderstwami (zwłaszcza na dzieciach), molestowaniami (najlepiej przypominanymi po 40 latach) i gwałtami (tu zdecydowanie najlepsze byłyby relacje na żywo). Ale pomimo nikłego nagłośnienia, oczywiście występują. Często nie jest to proces pomiędzy znanym zespołem a nieznanym śmieciarzem, ale pomiędzy mniej lub bardziej znanymi zespołami. Cóż, zasoby muzyki są ogromne i w sumie dość łatwo wejść na minę, która wybuchnie albo prosto w twarz, albo urwie …… nogę. Z przyległościami, oczywiście. A pozew o plagiat ma sens tylko wtedy, gdy druga strona jest znana (warunek niekonieczny) lub zamożna (warunek konieczny absolutnie). Proces przeciwko absolutnym gołodupcom, których muzykę słyszało tylko dwóch naćpanych kolesi z sąsiedztwa, nie ma wielkiego sensu, nawet jeżeli plagiat jest jasny jak list pod światło. Zawsze lepiej kąsać zamożnego, a biedaka ewentualnie tylko po to, żeby pokazać mu jego miejsce.

Poniżej kilka przykładów procesów o plagiat z udziałem znanych zespołów rockowych. W procesach tych doszło do uznania naruszenia autorstwa. Zakładam, że procesów w których oddalono powództwo jest całe multum. Przykłady podaję za pismem “Teraz Rock”, nr 9 (163), wrzesień 2016. W każdym przykładzie jako pierwszy podaję zespół, który miał naruszyć cudze prawa.

Led Zeppelin “Whole Lotta Love” – Willie Dixon “You Need Love”.

Znowu Zeppelini i znowu ich megaznany utwór. O ile ostatnio upiekło im się ze „Stairway to Heaven”, o tyle z „Whole Lotta Love” nie było już tak różowo. Tym razem poszło o tekst (ale nie o dwuznaczne jęki pośrodku piosenki). Sprawa skończyła się w sądzie i dopisano p. Dixona jak współautora tekstu. Mimo, że tekst do wyżyn poetyckich nie należy.

Radiohead „Creep” – The Hollies „The Air That I Breathe”.

Cóż, nawet “bogom” niezależnego grania mogą zdarzyć się wpadki. I tak było właśnie w tym przypadku. Oczywiście, rzecz dotyczy kawałka megapopularnego – na dzień pisania tego tekstu „Creep” miał ponad 177 milionów odsłon na jutubie. Na pocieszenie dla Radiohead, „Creep” podchodzi z płyty „Pablo Honey”, a nie z ich najpopularniejszej, czyli „OK Computer”. Tak czy siak, sprawa sądowa zakończyła się dopisaniem współautorstwa twórców piosenki The Hollies.

The Verve “Bitter Sweet Symphony” – The Rolling Stones “The Last Time”.

To nie jest to, o czym myślisz, jak powiedział do żony mąż, przyłapany w łóżku z kochanką. W tym przypadku „jądrem” plagiatu nie są charakterystyczne smyki na początku kawałka The Verve (ściągnięte zresztą z Bacha). Chodzi o całą resztę. Sprawa wylądowała w sądzie i skończyła się dopisaniem współautorstwa Stonesów. Ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że sąd przyznał Stonesom wszystkie tantiemy z tytułu odtwarzania tej piosenki. A to oznacza, że członkowie nieistniejącego obecnie The Verve na muzyce już raczej nie zarobią. Bo „Bitter Sweet Symphony” to najbardziej znany i – dla niektórych – jedyny kawałek tego zespołu. Jak żyć, panie prezydencie? Wziąć kredyt i zmienić pracę, czy próbować nadal komponowania, tym razem bez „zapożyczeń”?

The Rolling Stones „Anybody Seen My Baby?” – k.d. Lang “Constant Craving”.

Żeby nie było, że Jagger i spółka to takie świętoszki, bo i tak nikt by w to nie uwierzył. Ich też capnięto na plagiacie, a zrobiła to kanadyjska lesbijka, każąca się nie tylko nazywać k.d. Lang, inicjały pisać małymi literami, ale także wymawiać te inicjały jako „ki di”, a nie „kej di”. Skończyło się na dobrowolnym dopisaniu współautorstwa piosenki przez Stonesów. I była to najlepsza rzecz, jaka spotkała ją w życiu. Bo wielkiej kariery nie zrobiła, a kawałek Stonesów swego czasu leciał wszędzie: aż strach było podnieść deskę klozetową, bo i stamtąd mogłyby zacząć dobiegać Jaggerowe zawodzenia.

The Beach Boys “Surfin’ U.S.A.” – Chuck Berry “Sweet Little Sixteen”.

Czołowi amerykańscy surferzy i taka wpadka? Jak widać nie zawsze udaje się ślizgać po falach. Dopisanie współautorstwa Chucka Berry’ego zakończyło sprawę i ich najpopularniejsza piosenka nie wylądowała w stacjach radiowych na półce z napisem: „nie odtwarzać z uwagi na spory prawne”.

The Flaming Lips “Fight Test” – Cat Stevens “Father And Son”

Cat Stevens to, po przejściu na islam, Yusuf Islam. Dobrze, że po zmianie religii, nie pozmieniał też tytułów swoich piosenek. W każdym razie, sprawa tej piosenki nie tylko pozwoliła mu podreperować budżet (Flaming Lips dobrowolne dopisali go jako współautora piosenki i zrzekli się 75% tantiem), ale też przypomniała o nim światu. Można i tak.

A u nas nic?
No nie, aż tak zapóźnieni nie jesteśmy. Najbardziej znanym przypadkiem naruszenia praw autorskich w polskim muzycznym grajdołku, było użycie w reklamie słów o pani, szczycącej się posiadaniem fajnego biustu. Ale to już inna historia.

Chociaż …

Dokładnie dziś, wszechwiedzący internet doniósł, że reaktywowany zespół Virgin (z Dodą na czele) został posądzony o plagiat tekstu piosenki zespołu Świetliki. Zdaniem Marcina Świetlickiego, słowa: „Nieporządek w chaosie robisz mi” (fragment kawałka pt. „SENS”) mają być plagiatem tekstu piosenki Świetlików pt. „Łabądzie”, w którym pojawiają się słowa: „Robisz mi nieporządek w chaosie”. Biorąc pod uwagę rezultaty wspomnianego procesu, w którym główną rolą grał fajny biust pewnej pani, mogę tylko Panom Świetlikom poradzić: nie idzie ta drogą!

Nebelwerfer

P.S. Swoją drogą stwierdzenie „fragment kawałka” powinno oznaczać malutki fragmencik.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Plagiat nasz powszedni”
  1. ser says:

    Twój komentarz oczekuje na moderację.

  2. kasta says:

    Nie wiem czy przejdzie komentarz, ale zobaczymy…
    Okres świąteczny bez Jingle Bells i tego całego zgiełku dekoracyjno-muzycznego o charakterze tradycyjno-narodowym do którego duża część ludzi się przyzwyczaiła – wyglądałby dość dziwnie…
    Prawie tak dziwnie jak Doda ubrana od stóp do głów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *