intro

Koszula a sprawa polska



Biała koszula z krótkim rękawem plus krawat. Synonim elegancji, przynajmniej w niektórych środowiskach.
Skąd do cholery przekonanie, że jest to strój odpowiedni na jakąkolwiek okazję, o elegancji w ogóle nie wspominając?
Oczywiście nie chodzi o biel, ale o ten nieszczęsny krótki rękaw.
Moim zdaniem fakt, że te koszule w ogóle funkcjonują (i mają się dobrze) wynika z trzech podstawowych czynników: rzekomej ich użyteczności, niewiedzy i biedy.
Przyjrzyjmy się po kolei tym czynnikom.

 

1. Użyteczność.

„No wiesz, jest w nich chłodniej, człowiek się tak nie poci, zwłaszcza na weselu.”
Czyli wychodzimy z założenia, że im mniej materiału (odpadają rękawy), tym mniejsze grzanie. Czy takie rozumowanie aby na pewno jest prawidłowe?

Po pierwsze, kto powiedział, że elegancja ma nie boleć? Elegancja boli i to bardzo. Wymaga poświęceń i wyrzeczeń, nawet jeżeli wyrzeczenie sprowadza się do wypastowania butów, czy wyprasowania koszuli. A elegancja to nie tylko utrzymanie ubrania w odpowiednim stanie, ale także odpowiedni do okazji ubiór. Koszule, krawaty, marynarki, zakryte buty, płaszcze zamiast kurtek, kapelusze zamiast włóczkowych czapek – wszystkie te mało praktyczne elementy garderoby mogą powodować dylematy i ból głowy. Mało pocieszające jest, że kobiety w szpilach i wydekoltowanych sukniach mają zimą zdecydowanie gorzej.

A więc, niestety, elegancja boli i musi boleć. Gdyby było inaczej, zimą wszyscy chodziliby w gumofilcach, kufajkach i papachach, bo to najlepsze ubranie na mróz i śnieg. A latem w sandałach, bo to najlepsze buty na upały. Dlaczego nikt latem nie przychodzi na wesele w sandałach? Przecież wiadomo, jak potrafią spocić się stopy. I czemu nie w szortach? Dlaczego więc na uroczyste okazje zakładamy garnitur, choć może on być co najmniej bardzo niewygodny? Z punktu widzenia wygody nic nie przebije przecież nieśmiertelnego zestawu dżinsy + t-shirt.

Zresztą porozmawiajcie z kobietami, jak wygodne bywają eleganckie damskie buty (przy czym niekoniecznie chodzi o buty hiszpańskie), a dojdziecie do wniosku, że elegancja może być formą tortury. Ale cóż, albo jest się eleganckim, albo nie.

Po drugie, te krótkorękawowe koszmarki nie zawsze są uszyte w 100% z bawełny, o bawełnie two play prosto z Egiptu nie wspominając. A każdy dodatek jakiegoś sztucznielca nie pozwala oddychać skórze i zdecydowanie zwiększa potliwość. Przekonałem się o tym boleśnie wiele lat temu, kiedy w czasie upału omal nie ugotowałem się w koszuli. Myślałem, że coś ze mną jest nie tak (galopująca starość), a dopiero później okazało się, że połowę składu surowcowego stanowił poliester. Natychmiast przejrzałem wszystkie koszule pod kątem składu surowcowego i te pochodzące od firmy na K. wylądowały na śmietniku.

Po trzecie, brak rękawów w kwestii ciepłoty jest sprawą drugorzędną. Największe znaczenie mają tu plecy, a nie ręce. Na rękach najbardziej pocą się dłonie (odsłonięte zawsze, niezależnie od długości rękawa) i zgięcia łokcia. Gdyby więc kwestia oddychania skóry/pocenia była najważniejsza, powinniśmy nosić pseudokoszule bez pleców: z samym przodem i kołnierzykiem oraz mankietami. Na starych filmach można czasem zobaczyć, że kiedyś coś takiego w niższych sferach funkcjonowało, jako tani erzac koszuli. Tylko broń Boże, nie wolno wtedy zdejmować marynarki!

Argument dotyczący pocenia się zbijają zresztą często sami użytkownicy koszul z krótkim rękawem. Zdarzyło mi się widzieć delikwentów, którzy do takich koszul oprócz marynarki zakładali także kamizelki (vide zdjęcie tytułowe). Niezły pancerz, prawda? Ale jakoś nie wyglądali na członków któregoś z bractw rycerskich. A kamizelka jest dodatkową warstwą izolującą miejsca najbardziej wymagające przewiewności (korpus).

Na marginesie: założenie rycerskiej zbroi (zwłaszcza zbroi płytowej) na pikowaną przeszywanicę i paradowanie w upalny dzień w takim zestawie to dopiero prawdziwa próba wytrzymałości na upał.

2. Niewiedza.

Mieliśmy jako naród prawie 50-letnią przerwę w życiorysie. Nie miejmy złudzeń, że nie dotyczyło to mody. Oczywiście, że dotyczyło! Wiedza modowa nawet na poziomie elementarnym jest u nas absolutnym ewenementem. Nie wszyscy opanowali nawet tak podstawową zasadę jak niezapinanie dolnego guzika w marynarce. Żałosne pod każdym względem tzw. debaty prezydenckie obnażyły mizerię nawet w tym zakresie. Z trudem dochodzimy do przekonania, że noszenie kolorowych skarpet niekoniecznie musi być domeną pedałów. Więc brak jest powszechnej świadomości, że koszula na upały (i nie tylko) powinna być uszyta w 100% z bawełny, bez sztucznych dodatków. Że istnieją specjalne sploty bawełny, dedykowane właśnie wysokim temperaturom. Że istnieją marynarki bez podszewki na plecach, co zwiększa ich oddychalność. Że wełna wcale nie musi grzać i są rodzaje wełny stosowanej w marynarkach właśnie w celu zapewnienia komfortu w trakcie upałów. Że len jest doskonałą tkaniną na upały i że są rodzaje lnu, które gniotą się odrobinę mniej, niż powszechnie się sądzi. Że wygnieciony len wcale nie musi świadczyć o niechlujstwie noszącego ubranie z tej tkaniny. Że buty powinny być skórzane, bo stopy także oddychają. I że tzw. ekoskóra ma tyle wspólnego ze skórą, co Ateny z antenami, a Bocelli z Botticellim. Z ekologią zresztą także.

Do tego wszystkiego niestety musimy sami z mozołem dochodzić po dekadach zapóźnienia. Nie istnieje u nas coś takiego jak pokoleniowe przekazywanie wiedzy o modzie.

3. Bieda.

Elegancja kosztuje. Nie miejmy co do tego złudzeń. Stosowanie sztucznych dodatków w ubraniach nie wzięło się z powietrza, ani z fantazji, ale z chęci obniżenia cen – przynajmniej jeszcze do niedawna tak było. Więc osoba niezamożna, na uroczystą okazję oczywiście wybierze poliestrowy garnitur i koszulę bawełna pół na pół z poliestrem, bo jest to opcja najtańsza. I żeby było chłodniej, koszula będzie z krótkim rękawem. A że jako naród jesteśmy biedni, a piewca zielonej wyspy w środku Europy, wylądował w stolicy Belgii, więc modę często zmuszeni jesteśmy traktować jako fanaberię, gdyż są rzeczy bardziej potrzebne do godnego życia. Wybieramy więc najtańsze warianty, byle tylko zachować pozory elegancji. Zresztą dla kogoś, kto garnitur zamierza założyć raz do roku, albo i rzadziej, opowieści o przewadze wełny nad poliestrem są jak bajka o żelaznym wilku. Po prostu raz w roku przecierpi w plastikowym wdzianku, spoci się (z korzyścią dla wagi) i odwiesi strój na wieszak. Dla niego rozstrzygająca o zakupie będzie cena.

A sama moda nie powinna być sensem życia – niezależnie od stopnia zamożności.

Dla niezorientowanych i leni:
„Hiszpańskie buty do zgniatania goleni składały się z dwóch żelaznych płyt lub grubych desek drewnianych, często profilowanych do kształtu miażdżonej części ciała, a dla wzmożenia bólu zaopatrzonych po wewnętrznej stronie w kolce lub ryflowanych. Obydwie płyty połączone były jedną lub dwiema śrubami z nakrętkami, których dokręcanie powodowało ściskanie i łamanie kości. Do miażdżenia stóp używano urządzenia przypominającego imadło ślusarskie, często całkowicie drewniane. Pomiędzy dwie szczęki wkładano stopę i za pomocą śruby obie ściskano.”
(Robert M. Jurga „Machiny do tortur. Kat, narzędzia, egzekucje”, Czerwonak 2014).

Nebelwerfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *