intro

Kokos Lewandowskiego



Nie chodzi rzecz jasna o pieniądze, gdyż Robert Lewandowski zarabia prawdziwe kokosy, a nie jednego nędznego kokosa.
Chodzi o super njusa, który rozszedł się po internetach, o tym, że Robert Lewandowski wraz z żoną, w ciepłym kraju raczą się mlekiem ze świeżego kokosa. Coś niesamowitego!

Czas więc wyjaśnić starym wyjadaczom „sztuki” dziennikarskiej i młodym jej adeptom: żadna to rewelacja. Rewelacją może być co najwyżej dla kogoś, kto najdalej w świecie był na Kujawach (nota bene bardzo pięknym regionie Polski). A że w Polsce świeżych kokosów brak, więc wydaje się, że kokosowy napitek jest czymś niesłychanie ekskluzywnym. Nic bardziej mylnego.

W takiej z grubsza postaci kokosy sprzedawane są w Polsce. Z grubsza – bo nie są fabrycznie krojone na pół 🙂

W krajach o odpowiednim klimacie (a Burkina Poland z pewnością do nich nie należy), gdzie rosną palmy kokosowe, mleczko kokosowe jest zwykłym napojem dobrze gaszącym pragnienie. Świeże kokosy są często sprzedawane przy drodze. Wystarczy parę uderzeń maczetą, słomka w otwór 😉 i mamy świeży, dosyć chłodny, pożywny napój, smakujący jak odrobinę skwaśniałe, zwykłe mleko „prosto od krowy”. A po wypiciu można poprosić o obłupanie całej reszty i zjeść bardzo dobry i mało słodki miąższ, którego smak na szczęście niewiele ma wspólnego ze sprzedawanymi u nas wiórkami kokosowymi. I tyle. Mleczko kokosowe to normalny napitek, a nie żadna rozpusta, czy imponowanie pieniędzmi. Kokosy są tanie jak barszcz i podawanie informacji, że ktoś zjadł kokosa ma tę samą rangę, jak informacja, że ktoś u nas zjadł hot doga. Prawda, że pasjonujące?

Nie zmienia to faktu, że z utęsknieniem czekam na relację (najlepiej online), że Robert Lewandowski, nie bacząc na zgubne skutki emisji gazów cieplarnianych, puścił bąka.

Nebelwerfer

P.S. Na zdjęciu tytułowym: świeży kokos w stanie nadającym się do spożycia. Mniam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *