intro

Atelier Amaro. Gwiazdka z nieba Michelina



Cóż, przyszedł czas na rozdziewiczenie knajpy z gwiazdką z nieba. Lub bycie przez tę knajpę rozdziewiczonym. A w każdym razie na konsumpcję w tejże knajpie.
Niebo w tym przypadku nazywa się Michelin i wyjątkowo nie ma ono nic wspólnego z oponami – ani samochodowymi, ani tymi na brzuchu, z którymi niektórzy walczą równie skutecznie jak Ewa Kopacz ze spadającymi słupkami popularności.

Zresztą powiedzmy sobie wprost: po wizycie w tej knajpie nie grozi nam sytuacja, w której będziemy wyglądali jak sympatyczny ludzik Michelina. Ale o tym dalej.

Określenie „knajpa” jest w tym przypadku mocno nie na miejscu, podobnie zresztą jak „restauracja”. Udajemy się bowiem nie do zwykłej „jadłopodajni”, ale do świątyni sztuki obżerania, przepraszam: kulinarnej, i przekraczamy progi atelier, czyli pracowni artysty. Na szczęście w atelier kulinarnym mniejsze szanse są, że artysta przymierać będzie głodem, ale tę kwestię pomińmy, gdyż bardziej powinien nas interesować głód własny, niż mistrza noża i tasaka.

Czyli bez bełkotu: Atelier Amaro w Warszawie, jedyna restauracja w Polsce obdarzona gwiazdką w słynnym na cały świat przewodniku Michelina. Poniżej krótka relacja z wizyty, z oczywiście wybitnie subiektywnym komentarzem.

Miejsce

Jeśli ktoś spodziewa się pałacu, to mocno się zawiedzie. Budynek przypomina, za przeproszeniem, szalet miejski na obrzeżu Parku Łazienkowskiego. Ktoś zresztą twierdził, że w zamierzchłych czasach takie było przeznaczenie tego budynku. Nie sikałem, więc nie wiem. Ale krótko mówiąc: budynek z zewnątrz jest niepozorny, niczym się nie wyróżnia i wcale nie zachęca do wejścia. Łatwo go zignorować i obojętnie przejść obok.

Rezerwacja

Miejsce jest snobistyczne i z aspiracjami wyższymi niż proste naładowanie kałduna, stąd dostać się dość trudno i rezerwacja jest konieczna. W dodatku z wyprzedzeniem co najmniej 3-4 tygodni. Ciekawe, jak długo jeszcze potrwa takie oblężenie. I ciekawe, jak można się tam wbić na korporacyjny lunch (w zamierzchłych czasach zwany obiadem) – bo taka opcja jest oferowana. Kolejną ciekawostką jest przy tym fakt, że knajpa, przepraszam: Atelier, jest nieczynne w weekendy. Nie znam przyczyny i w nią nie wnikam, odnotowuję jedynie, że z niedzielnego obiadku nici.

Wnętrze

Prosto i z klasą. Bez pierdułek, złoceń i innych zdobień, tak cieszących wszystkich nowobogackich, którzy w dzieciństwie srać chodzili pod chałupę (dla oburzonych wulgaryzmem: to z Tuwima). I nowocześnie, czyli absolutnie nie w stylu „przytulnych, nabierających blasku, domowych wnętrz” à la Magdalena Gessler, których nikt we własnym domu nigdy nie miał. I we wnętrzu absolutnie nic nie wskazuje na rzekomą kiblocystyczną przeszłość, poza tym, że oczywiście są kible do dyspozycji gości.

Czas

Ponieważ będziemy w kulinarnej świątyni, nawet gdybyśmy chcieli pożreć wszystko w kwadrans, to się po prostu nie uda. W końcu to nie kebabiarnia. Na wizytę poświęcić trzeba ok. 3 godzin – przy opcji pięciodaniowej. I to nie tylko dlatego, że trzeba czekać na każdą potrawę, przepraszam: moment. Ale także dlatego, że przed serwowaniem każdego żarełka i alkoholu, czeka nas krótka opowieść obsługi na temat tego, co będziemy jeść i pić i dlaczego jest to tak wyjątkowe. Czyli czeka nas, jak powiedziałby kulinarny snob, celebrowany obiad z niepowtarzalnymi przeżyciami smakowymi. Takie stwierdzenie zachęciłoby mnie do szybkiej ewakuacji, ale na szczęście nie padło i ewakuacji nie było, czego absolutnie nie żałuję.

Goście

Skoro idziemy do świątyni gotowania, pytanie brzmi, jak się ubrać. Otóż odpowiedź jest banalna: tak, jak chcemy. Nie ma obowiązującego dress codu, choć być może wypadałoby założyć coś bardziej formalnego. Ale nie jest tak, że panowie bez krawatów nie są wpuszczani – nawet jeżeli należą do tych bardziej się awanturujących. Mało tego: grupa Anglików wparowała z plecakami, w t-shirtach i turystycznych butach – widać prosto z ulicy. Trochę tam nie pasowali, ale nikt ich nie pogonił. Ciekawi mnie tylko, jak zarezerwowali stolik. Trzeba jednak mieć wyczucie w ubieraniu się i zakładać ciuchy stosownie do okazji, gdyż – cokolwiek by nie mówiono na temat naszych nowoczesnych czasów, w których wszystko jest dozwolone – strój jednak o człowieku świadczy. Autor tych słów ubrał się tak, jak należy – cokolwiek by to nie znaczyło.

Menu

Knajpa nie ma stałego menu. Aktualne menu nie jest także dostępne w internecie. Nie wiadomo więc, co zostanie nam zaserwowane. Czyli nasza wizyta przypomina randkę w ciemno, trochę jak w domu uciech cielesnych. Na miejscu mamy więc tylko trzy opcje do wyboru: 5 momentów, 8 momentów lub wypad. W czasie mojej wizyty, nikt nie wybrał ostatniej opcji, ale nie wykluczam, że takie przypadki wystąpiły. Więc albo decydujemy się na zestaw pięcio- lub ośmiodaniowy, nie mając wpływu na to, co się na niego składa, albo rezygnujemy z konsumpcji.

W Amaro nie ma dań, lecz są momenty, co brzmi dość pretensjonalnie, tak jak nazwanie ciecia menadżerem budynku. Mnie zresztą trochę się włochato kojarzy (a mnie zawsze wszystko się kojarzy), bo w moich szczenięcych latach momentami określano rozbierane sceny w filmach. W Amaro można, niestety, napotkać tylko co najwyżej rozebrane mięsko zwierzęce, gołego cycka się nie uświadczy. Ale na cycki można pójść gdzie indziej.

Można więc wybrać opcję 5 lub 8 momentów (czyli mówiąc prostacko: dań), a oprócz tego podawane są chyba dwa lub trzy czekadełka. Czekadełko w postaci chipsów włożonych w wycięcia w brzozowym pieńku, kompletnie zwaliło mnie z nóg. Ze względu na formę podania, a nie smak, of kors.

Momenty są niewielkie, w sumie niektóre mogą być niewiele większe od czekadełek. Ale po zjedzeniu pięciu momentów nie wyszedłem głodny. Przejedzony zresztą też. Czyli objętościowo było w sam raz.

Smak

W końcu czas zająć się rzeczą najważniejszą, czyli rozkoszami podniebienia. Więc do rzeczy: często bywa tak, że jedzenie jest super, ale już w smaku: takie sobie. Tu jedzenie można określić jednym słowem: niebanalne i nietuzinkowe (słowa były dwa, ale nie należę do słownych). Czyli spodziewać się należy np. połączenia dwóch składników, z których każdy jedzony oddzielenie jest raczej mało smaczny, ale połączone, dają naprawdę nową jakość. Widać poszukiwania nowych doznań. Kubki smakowe pracują pełną parą, próbując oddać doznania smakowe, z którymi wcześniej się nie spotkały. Plusem dla mnie jest używanie produktów lokalnych, a więc polskich. Czyli nie np. awokado, ale czarny bez. Nie bakłażan, ale rabarbar. Nie tilapia, ale bałtycki turbot. Gołąb, stanowiący główne danie mięsne, także wyglądał na naszego, ale kto go tam wie: gołębim obsrańcom nie ufam za grosz.

Dla mnie gwoździem programu był turbot podany z jakimiś opieńkami, czy innymi psimi grzybkami. Samodzielnie pożerane grzybki były dość paskudne w smaku, natomiast w połączeniu z naszą płaską rybką – rewelacja.

Świetne były także pięknie walące wędzeniem szparagi – rewelacja podwójna.

Do momentów oferowana jest według wyboru: albo selekcja win, albo selekcja polskich alkoholi. Selekcja oznacza po prostu kieliszek alkoholu do każdego dania (momentu). Wybrałem wina i muszę przyznać, że ich dobór był znakomity.

Opcja lunchowa

Atelier oferuje także opcję lunchową, ale nie wiem, czy na nią również należy dokonać rezerwacji z wyprzedzeniem. Zdaje się, że zasadnicza różnica między lunchem, a normalnym posiłkiem sprowadza się do mniejszej ilości momentów w przypadku tego pierwszego. Ale nie wiem, więc wymądrzam się umiarkowanie.

Obsługa

Nienaganna. Powinno się tam wysyłać wszystkich niekumatych, leniwych i olewczych kelnerów, żeby popatrzyli, jak obsługuje się gości. Obsługa nienachalna, dyskretna, ale czujna na wszelkie oczekiwania gości. I pamiętająca o tym, że po obiedzie z alkoholem goście raczej nie będą jechać własnym samochodem (chyba, że akurat chodzi o Panią Wiceminister Sprawiedliwości, która pewnie będzie twierdzić, że dwa promile to wynik kieliszka wina do wczorajszej kolacji lub kilku kropel Amolu) i należy zaproponować im wezwanie taksówki. Mała rzecz, a cieszy.

A sommelier oczywiście nalewa wino trzymając je jedną ręką za dno butelki – efektowny (może nawet nieco efekciarski) patent, który warto poćwiczyć, ale raczej na stole pokrytym ceratą.

Cena

Powiedzmy szczerze: tanio nie jest. Powiedzmy jeszcze bardziej szczerze: jest drogo. Może nie tak drogo, jak u Sowy i przyjaciół, ale w końcu nie jesteśmy Prezesami NBP albo mniej lub bardziej rechoczącymi ministrami (płci różnej) i nie zamawialiśmy wina całymi butelkami (a to właśnie wina, a nie słynne ośmiorniczki, podbijały ceny biesiad u Sowy). Za pięciomomentowe żarełko dla dwóch osób z selekcją pięciu win, dwoma dodatkowymi kieliszkami wina na starcie, wodą dla dwóch oraz jedną kawą, zapłaciłem ponad 1.100 zł, w tym 10% napiwku. Jeśli wziąć tylko momenty i wina, wyjdzie lekko poniżej 1.000 zł.

Zamiast selekcji win jest opcja z selekcją polskich alkoholi i jest to opcja minimalnie (w granicach bodajże 40 zł na łebka) tańsza. Obligatoryjnie pobieranego napiwku nie znoszę, ale trudno – należał się.

Na osłodę wydatku dostajemy pamiątkowe menu z wykazem pożartych przez nas momentów na ręcznie lub nożnie czerpanym papierze.

Podsumowanie

Miejsce pozornie snobujące na świątynię jedzenia, ale jedzenie faktycznie jest tam pyszne i o oryginalnych smakach. Więc może nie raz w tygodniu, a przynajmniej raz w ogóle warto je odwiedzić.

Podstawowym minusem są przede wszystkim ceny, konieczność rezerwacji z dużym wyprzedzeniem oraz weekendowe zamknięcie.

Ale świadomość obcowania z czymś niepowtarzalnym, oryginalnym i przede wszystkim smacznym (a to w końcu jest najważniejsze) przeważa nad wszelkimi minusami.

P.S. Bardzo dziękuję Olfaktorii za inspirację do tego wpisu.

Nebelwerfer

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Atelier Amaro. Gwiazdka z nieba Michelina”
  1. Olfaktoria says:

    Kiblocystyczny? Widzę, że nie tylko ja lubię tworzyć nowe słowa 😉

    Dlaczego nie ma żadnych zdjęć? Jestem zawiedziona!
    Najbardziej spodobała mi się opcja wypad – ciekawe, jak wygląda 😉
    Mogę wiedzieć, z jakiej okazji odwiedziłeś ten przybytek? I czy zamierzasz tam wrócić?

    PS W kontekście inspiracji – „zawsze do usług”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *